Zielona szkoła w Dolinie Bobrów

W środę, 6 czerwca uczniowie klas B i C pojawili się pod szkołą z plecakami i walizkami, uśmiechnięci i gotowi na wspaniałe przygody! Gdy bagaże były już spakowane, wszyscy wsiedliśmy do busika i pomachaliśmy rodzicom na pożegnanie. Czas ruszać!
Droga do Doliny Bobrów mijała szybko. W wesołych nastrojach dotarliśmy do naszego celu.
Powitała nas Pani Ania, która oprowadziła nas po gospodarstwie, pokazała nasze pokoje i opowiedziała o czekających nas atrakcjach. Po krótkim odpoczynku
i rozpakowaniu plecaków szybko znaleźliśmy się na placu zabaw. Ale przecież przyjechaliśmy nie tylko po to, żeby się bawić. Na pierwszych zajęciach dowiedzieliśmy się, jak w przeszłości wyglądały żniwa, narzędzia rolnicze, jak wyszywano stroje, obrusy i ręczniki. Mieliśmy nawet szansę sami przekonać się jak radzono sobie z praniem, gdy pralek nie było jeszcze na świecie! ☺
Po tych wszystkich doświadczeniach trochę zgłodnieliśmy… więc gdy przyszedł czas obiadu wszyscy z apetytem zjedliśmy smakowite dania. Chyba każdy poprosił tego dnia o dokładkę ☺
Z nową energią poszliśmy na kolejne zajęcia. Tym razem oglądaliśmy niezwykłe prace wykonane z siana i z pomocą wykonaliśmy własne kaczki! Następną atrakcją były zawody sportowe. Bieganie w jednym kaloszu i skakanie w workach to niełatwe konkurencje, ale wszystkim się udało!
Tego dnia mieliśmy już siłę tylko na kolację i wieczorną toaletę… Szybko zasnęliśmy.
Drugiego dnia nie leniuchowaliśmy! Po śniadaniu wybraliśmy się na przejażdżkę wozem po pięknej okolicy. Śpiewaliśmy piosenki i podziwialiśmy widoki.
W chwili przerwy bawiliśmy się na kolejnym placu zabaw, każdy szalał do woli. Po obiedzie wybraliśmy się do letniej kuchni, gdzie robiliśmy kiszonki
z ogórków i innych warzyw. Ręce mieliśmy pełne roboty, trzeba było jeszcze zrobić masło i twaróg! Nie zabrakło też spotkania z pszczelarzem, który opowiedział nam o swojej niełatwej pracy. Pokazał nam ule, pszczoły, a nawet królową pszczół. Każdy mógł spróbować prawdziwego miodu i zrobić własną świecę z pszczelego wosku. A na kolację – kiełbaski z ogniska i śpiewanki z gitarą i niezastąpionym panem Michałem.
Ostatni dzień rozpoczął się od podchodów. Mimo upału dzielnie pokonaliśmy trasę i wykonaliśmy wszystkie zadania. Piątek szybko nam upływał.
Na koniec Zielonej Szkoły zrobiliśmy swój własny, pięknie pachnący chleb.
To już prawie koniec. Trzeba było się spakować i ruszać w drogę powrotną!
Było nam trochę smutno, że wyjeżdżamy, z drugiej strony z radością witaliśmy się z rodzicami! Zielona Szkoła była wspaniałą przygodą!

Pokaż zdjęcia